Czy życie staruszka jest szczęśliwe
Starsi panowie dwaj śpiewali „wesołe jest życie staruszka” – może życie staruszka jest wesołe, bo mężczyźni pozbawieni są do szczętu umiejętności samokrytycznego spojrzenia na siebie, ale kobieta, kiedy osiąga tak zwany „wiek słuszny” (czytaj starość) osiąga również górny pułap samokrytycyzmu. Moje obecne doświadczenie!
Codziennie stwierdzam ubytek czegoś. A to przy porannej gimnastyce nóżka nie tak wysoko uniesiona, jak być powinna, a to… Jednym słowem ubytki wieku słusznego. Mogłabym dać następnych dziesięć przykładów, ale nie chcę się dołować.
No i jak tu pogodnie przyjąć jesień albo już nawet zimę życia? Czy należy posypać głowę popiołem, schować się w dołku i czekać.. To jest wyjście najgłupsze! Należy się „ogarnąć”, jak mi zapodał jeden z moich przyjaciół i „do przodu”. Tylko jak „do przodu”.
Jeszcze się nigdy w życiu tak nie nagimnastykowałam nad sworzeniem sobie nowego modelu życia, ale to można zrobić i jest warto. Nie będę opisywać całej mojej drogi przez mękę, ale zapewniam wszystkich, że to ma sens. Dodam tylko, że zacząć trzeba od porannej gimnastyki (na początek dobrze rozciągnąć się jeszcze w łóżku).
I może za jakiś czas zaśpiewam, że wesołe jest życie staruszki. Nie mogę w tym moim „dziele” pominąć roli przyjaciół. Nic tak nie mobilizuje, jak bardzo życzliwe stwierdzenie „nie stękaj i nie kwękaj” tylko coś zrób! Moim kochani, cenni przyjaciele, dziękuję Wam! Może to, co opisałam, komuś pomoże. Oby!